Mi bilet. W Warszawie były korki i jechałem na lot

Lotnisku. Rozważyłem wszystkie za i przeciw: po długiej, wewnętrznej walce postanowiłem olać pociąg i zdrowo pokimać. Rano złapali mnie znajomi z imprezy narciarskiej, którym bardzo zależało, żebym przyjechał. Było mi głupio dalej się wykręcać. Obiecałem, że wsiądę do pociągu i dojadę na Okęcie, a oni przebukowali mi bilet. W Warszawie były korki i jechałem na lotnisko dobre czterdzieści minut. Przyjechałem do terminalu po czasie, ale los był nieubłagany - samolot spóźnił się, skrupulatnie poczekawszy na mistrza afrykańskiego timingu. Doleciałem do Zurichu ok. 19-tej, półgłuchy na jedno ucho. Kończyła mi się upierdliwa infekcja i moje zatoki były pełne flegmy. Gdy lądowaliśmy, myślałem, że pękną mi bębenki. Na domiar złego trafiła mnie szybka karma: z Warszawy nie doleciał mój bagaż z laptopem, ciuchami i saszetką z przyborami toaletowymi. Przesrane, pełen dramat. W hotelowym klubie, w miejscowości Savonin, położonej w

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Diggnij StumbleUpon del.icio.us Google Yahoo! Reddit

Powiązane wpisy
krzewy ozdobne kwitnące sklep spodnie nike katalog stron link wanny Cersanit